W końcu zdecydowałam się na twórczość Tolkiena. Znajomość z jego dziełami zaczęłam już jakiś czas temu. Z Piotrkiem oglądałam
Władcę Pierścieni i... zasnęłam na napisach początkowych. Więc pomyślałam, że z
Hobbitem powinno pójść już lepiej. Tu też zaczęłam od filmów. Wszystkie bardzo mi się podobały. Ogromnie wręcz. Jasne, że pojawiają się wątki nie występujące w książce. Tak jest zawsze. Ale sama książka....
Z lekturą męczyłam się długo. Strasznie długo. Moja mama przeczytała cztery książki w trakcie dwóch tygodni. A ja męczyłam się z książką która ma 234 strony prawie miesiąc!
Historia Bilba jest pewnie wszystkim dobrze znana. Pewnego dnia odwiedza go Gandalf - potężny czarodziej, a następnego wieczora dwunastu krasnoludów: Dwalin, Balin, Kili, Fili, Dori, Nori, Ori, Oin, Gloin, Bifur, Bofur, Bombur oraz Thorin. Werbują oni hobbita do swojej kompani, jako włamywacza, i ruszają, aby odzyskać swój dom i skarb, który zawładnął straszny i potężny smok Smaug.
Podczas wyprawy dzielnych krasnoludów i małego hobbita poznajemy zaczarowany świat. Świat, w którym żyją elfy, trolle, smoki, gnomy, i wiele innych stworzeń. Mimo, że książka pełna jest zabawnych sytuacji, mnie bardzo zawiodła.
Tolkien opowiadał historię
Hobbita jako bajkę na dobranoc dla swoich dzieci. Później opowieść ta została spisana i wydana w formie książki. Musiała być dobrą bajką, bo ja czytając miałam wrażenie, że zaraz usnę. W ogóle mnie nie wciągnęła. Czytałam, bo stwierdziłam, że głupio odpuścić jak już zaczęłam brnąć w historię Bilba.
Narrator powieści zwraca się bardzo często bezpośrednio do czytelników. To tak, jakbyśmy nie czytali książki, a ktoś po prostu opowiadał nam historię. Moim zdaniem, to dosyć fajne. Tolkien pozbył się, tak zwanej czwartej ściany, dzięki czemu mamy te zwroty do czytelnika. Dzisiaj taki zabieg możemy oglądać w filmach np. Deadpool.
Mimo, że zawszę mówię, że to książka jest lepsza od filmu, w tym przypadku muszę zaprzeczyć własnemu twierdzeniu. Historia pokazana w filmach, mnie osobiście podobała się o wiele bardziej. Ale wiadomo, filmy są modernistyczne. Zrobione tak naprawdę pod młodzież. Książka zawsze różni się od filmu, zwłaszcza ta wydana 79 lat temu.
Nie krytykuję osób, które uważają, że sama książka
Hobbit jest fajna. Nawet mi to przez myśl nie przeszło. Każdy z nas ma inne upodobania do książek, albo nie ma ich wcale... Recenzja jest jedynie moją opinią, do której mam prawo. Jeśli macie odmienne zdanie na temat książki,lub takie samo, piszcie w komentarzach. Chętnie poczytam.