poniedziałek, 29 lutego 2016

Deadpool zawsze spoko!

4 komentarze:
Ręka do góry, kto oglądał już film?
.
.
.
.
Ok, a teraz kto będzie oglądał?

Bo dzisiejszy post dotyczy właśnie tego filmu. W piątek oglądałam go z Piotrkiem. O rany... REWELACJA! Fanką Marvela jestem nie od dzisiaj. Ok, nie widziałam wszystkich filmów, na przykład "Kapitan Ameryka 2", "Strażnicy Galaktyki", ale to akurat najmniej ważne. No więc w piątek odpalamy film i... no właśnie. Uwaga, możliwe spojlery!

źródło
Początek filmu. Koleś w czerwono-czarnym kostiumie siedzi sobie na krawędzi autostrady i rysuje sobie. No i ok. Da się? Da. Filmy Marvela pokazały nam, że nie ma rzeczy niemożliwych. Następne 10-15 minut i pada stwierdzenie "Koleś jest nienormalny. Lubie go.".
Cała historia ma w sobie wątek miłosny. Dowiadujemy się czemu Deadpool stał się Deadpoolem. Facet dowiaduje się, że jest chory na raka. Gość w barze mówi mu, że ma sposób na to, aby znowu był zdrowy. No więc co robi główny bohater? Zostawia żonę i idzie zaufać całkiem obcemu kolesiowi. Cóż... Wade Wilson, bo tak nazywa się Deadpool, zostaje poddany eksperymentom. Dosyć niebezpiecznym eksperymentom. Wynikiem przeprowadzonych na nim badań, owszem było uzdrowienie. Rak zniknął. Wade dostał za to niezwykłą moc samouzdrawiania. Jednak gość odpowiedzialny za to wszystko zniszczył mu życie. Wade dobrze wie, że nie może wrócić do żony. Więc co postanawia zrobić? Ściga gościa, żeby to wszystko odwrócił.

źródło
Co jest mega fajne w filmie, to czarny humor głównego bohatera. Który naprawdę rozbraja widza. A właśnie! Deadpool pozbywa się tak zwanej czwartej ściany. Czyli wie, że istnieje widz. I nawet z nim rozmawia. Ale to jest właśnie rewelacyjne.

źródło
Wiec jeśli zastanawiacie się, czy obejrzeć ten film, to odpowiedź brzmi TAK! Jest rewelacyjny i polecam go wszystkim! Napiszcie swoje wrażenia i przemyślenia! Czekam na komentarze :) 


środa, 24 lutego 2016

Kartka z pamiętnika #3

4 komentarze:
W czwartek wybrałam się do lekarza. Jakoś słabo się czułam. Myślała, że pewnie Grzesiek mnie zaraził, bo przecież na antybiotyku był. I tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nasza służba zdrowia pozostawia sobie wiele do życzenia. Wchodzę do poczekalni, tylko trzy osoby przede mną. Numerek na 15.10, myślę szybko zleci. I słyszę, że doktorowa ma 20 minut opóźnienia. No cóż. Zdarza się. Kiedy tak czekałam, postanowiłam wdać się w dyskusję z dwoma panami czekającymi przede mną. Jeden z nich mieszkał w Niemczech i Francji, opowiadał nam jak działają ubezpieczenia i służba zdrowia za granicą. Dzień do nocy... Wszystko jest załatwiane z dnia na dzień. A u nas? Babcia jak ma operacje na oko... to za dwa lata. Ale prywatnie jak się swoją kasę da, to już by wzięli. Łęczyca i Łódź dostały jakiś czas temu nowe sprzęty. Między innymi do tomografii. I jak to jest, że dziennie z NFZ wezmą tylko maksymalnie czterech pacjentów, a reszta prywatnie? Trzepią kasę równo... No ale nie ważne. Więc wchodzę do Pani Doktor W. Mówię co się dzieje, jakie objawy i w ogóle. I co słyszę? "Ja Pani nic nie mogę dać, bo to pewnie wirusowe jest, więc szkoda mojego i Pani czasu". Że co proszę? To ja jej mówię, że mam początki przeziębienia, a ta że nic mi nie da. Nie no ja rozumiem, lekarz i w ogóle. Ale ona mnie nawet nie zbadała!

Weekend zleciał szybko. I raczej nic szczególnego się nie działo. Pochłonął mnie Quilling. Więc siedziałam na łóżku i tworzyłam. Sowa, dwa kotki, runa z Shadowhunters. Musze w końcu zrobić tą galerię na FB blogowym. Jakoś ciągle zapominam. Starość? Nieeee... Piotrek sobie wymyślił, żebym mu zrobiła postacie z bajek takich starych. No wiecie, Reksio, Rumcajs, Baltazar Gąbka... Magda znowu, jak jej powiedziałam co planuje zrobić, to stwierdziła, że chce już to zobaczyć. Więc nic tylko siedzieć i zawijać te spiralki. Prawie jak świstak z reklamy czekolady.

Poza tym tydzień nie przyniósł nic ciekawego. Ciągle czekam na odpowiedź na staż. Ileż można... ? Muszę w końcu znaleźć czas na czytanie. Pustynna Włócznia za mną tęskni. Albo ja za nią. Albo i jedno i drugie. Nie mogę doczekać się sierpnia. Z Piotrkiem wybieramy się na Polcon! Będzie fantastycznie! Mam nadzieję.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Quilling? A z czym to się je?

3 komentarze:
Na początek proste pytanie. Kto wie co to jest Quilling? Cóż, może niektórzy wiedzą, a niektórzy pewnie nie. Tytuł posta jest po prostu odpowiedzią moich znajomych gdy się pytałam, czy wiedzą co to jest. Już tłumaczę. Quilling to po prostu rodzaj papieroplastyki. Metoda tworzenia rzeczy, obrazków, za pomocą cienkich pasków kolorowego papieru zwiniętych w sprężynkę. Brzmi jak z kosmosu, wiem. Ale jest to naprawdę fajne zajęcie, które chciałam Wam dzisiaj pokazać.

Ostatnio zauważyłam, że ta metoda ozdabiania, na przykład zaproszeń, jest coraz bardziej popularna. Moja znajoma na Wielkanoc robi jajka tą właśnie metodą i powiem Wam, wyglądają rewelacyjnie. Na początku myślałam, że jest to niezwykle trudne. Okazało się, że wcale. Jedynie potrzeba do tego jest cierpliwości.

Na samym początku bierzemy kartkę kolorowego papieru. Tniemy ja w cienkie (ale nie za cienkie!) paski.Następnie te paski tniemy na krótsze. Bierzemy taki jeden krótki paseczek i skręcamy go jak sprężynkę. Na koniec sklejamy, żeby się nie rozwaliło.
















Dalszy krok, to już tylko sklejanie tych spiralek w dany wzór. Ja zaczynałam od kwiatka. Później jakieś małe serduszko. A niedawno skończyłam łapacz snów. Dzisiaj skończyłam tworzyć małą sówkę, ale pojawi się ona dopiero wieczorem na moim Fanpage, klej musi wyschnąć.



W internecie wzorów i instrukcji jest pełno. Są nawet książki o Quillingu, które tłumaczą co trzeba robić i jak. Wystarczy spróbować.

Jeśli chcecie zobaczyć niesamowite prace, te mniej i bardziej skomplikowane, to zapraszam na tablice, którą stworzyłam na Pinterest.

Jeśli natomiast sami interesujecie się tym rodzajem papieroplastyki, to swoje dzieła przyślijcie na mój Fanpage, a ja zrobię z nich niesamowitą galerię. 

piątek, 19 lutego 2016

The Jelly Bean FACTORY

8 komentarzy:
Ostatnio w Empiku razem z bratem natknęłam się na fasolki Jelly Bean. Nie były to te słynne fasolki z Harry'ego Pottera. A szkoda. Ale cóż poradzić? Postanowiłam kupić więc dwa opakowania i skosztować w domu.


Kupione przeze mnie fasolki, to w większości smaki owoców. Słodyczy. Czasami trafi się jakaś kawa.Jednak najgorsze co może być to... lukrecja. Poważnie. Fuj. Miałam ochotę pobiec do łazienki. Ale nie tylko czarna fasolka mnie pokonała. Większość ze smaków jest całkiem dobra... na sekundę lub dwie. A później albo się poddajesz, albo brniesz w to dalej. I tak było w przypadku Granny Smith Apple. Myślałam sobie, że będzie super smakować. Lubie jabłka.. ale to mnie pokonało. Kokosa też ominęłam szerokim łukiem.
Następny do spróbowania był sorbet miętowy. Do mięty zraziłam się już w dzieciństwie. Dlatego nie było dla mnie czymś nowym to, że nie będzie mi to smakować.
Oczywiście były smaki, które pochłonęłam od razu. Cytryna. Winogrono. Guma balonowa. Kawa Latte. Limonka.
Jedyny minus jest taki, że nie było wszystkich smaków wymienionych na opakowaniu. Więc nie spróbowałam karmelowego popcornu ani pianek. 


Ogólnie jestem zadowolona. Czy zakup uważam za udany? Jasne! Daje mocne 8 punktów na 10. Była by pełna dziesiątka, gdyby nie fakt, że nie było wszystkich smaków. Zwłaszcza tych, na które najbardziej liczyłam. Ale ogólnie jest ok. Więc jeśli chcecie kupić sobie Jelly Bean FACTORY, to ja Wam to polecam. 

czwartek, 18 lutego 2016

COURTSHIP BOOK TAG

2 komentarze:
Dzisiaj TAG, do którego nominował mnie Kuba
















Co prawda Walentynki już minęły, ale to nie znaczy, że nie możemy dodawać miłosnych postów ;)


1. ZAUWAŻENIE - książka, którą kupiłam ze względu na okładkę
źródło
2. PIERWSZE WRAŻENIE - książka, którą kupiłam ze względu na opis

Ok, przyznaje. Nie chodziło tylko o opis. Znalazłam książkę na targowisku za 5 zł. A na odwrocie jest cena 30 zł. Podeszłam do mamy z tekstem "Mamo daj 5 zł.". Dała. A potem się dziwiła, bo nie wiedziała, że to na książkę. I to taką książkę. 

3. SŁODKIE ROZMÓWKI - książka z niesamowitym stylem pisania
źródło
Nie mogę się nachwalić tą książką. Zresztą wiedzą to moi znajomi i stali czytelnicy bloga. Pojawiły się dwie pierwsze recenzję Malowanego Człowieka, i dwa posty z cytatami z księgi pierwszej i drugiej.

4. PIERWSZA RANDKA - pierwszy tom serii, który od razu sprawił, że chciałam sięgnąć po kolejny

Nic dodać nic ująć. Po prostu od pierwszej części, zakochałam się w całej trylogii. Cassandra Clare jest po prostu cudowna, a jej książki niesamowite.

5. NOCNE ROZMOWY TELEFONICZNE - książka z którą przetrwałam noc
źródło
To było któregoś lata. Jak było tak gorąco, że spać się nie dało. 

6. ZAWSZE W MYŚLACH - książka, o której nie mogę przestać myśleć
źródło
Naprawdę nie mogę przestać o niej myśleć. A to dlatego, że nie mam kiedy jej skończyć. Po prostu zawsze wyskakuje mi coś, co zabiera mój czas na czytanie. A książka rewelacyjna.

7. KONTAKT FIZYCZNY - książka, którą kocham za towarzyszące mi przy niej uczucia
źródło
8. SPOTKANIE Z RODZICAMI - książka, którą mogę polecić rodzinie lub znajomym
źródło
9. MYŚLENIE O PRZYSZŁOŚCI - książka, którą będę czytać jeszcze wiele razy w przyszłości
źródło
Na przykład swoim dzieciaczkom ;) W przyszłości :D

10. DZIELIMY SIĘ MIŁOŚCIĄ - kogo taguję :)
Ksiazkomiloscimoja.blogspot.com
magicznerecenzje.blogspot.com
ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com

środa, 17 lutego 2016

Kartka z Pamiętnika #2

2 komentarze:
Minął kolejny tydzień. W piątek byliśmy z mamą w mojej ulubionej księgarni napić się czekolady. No i trochę posiedzieć. Przyniosłam swoje ręcznie robione zakładki. Koleś sprzedający tam powiedział, że jakbym robiła je na tak zwaną "produkcję masową", to mogliby je sprzedawać. Ja jednak chyba wolę robić zakładki dla siebie i znajomych. Większa frajda. Planuje zrobić o nic osobny post. Coś w stylu DIY. Ale jeszcze nie wiem.

Weekend minął spokojnie. W niedziele Grzesiek miał imieniny. Ale imprezy nie było bo po co. W dodatku się pochorował i dalej jest na antybiotyku. Masakra. Obym się nie zaraziła. No i były Walentynki. Niestety, nie udało nam się spotkać z Piotrkiem. Ale to nic. Wiem, jak bardzo mnie kocha.
W poniedziałek pojechaliśmy z mamą i Grześkiem do Manufaktury w Łodzi. Mama jechała do lekarza, a młody chciał wydać trochę kasy z osiemnastki. No to się załapałam. Zabawne, że jak on wybiera gry to ja nie marudzę, ale jak on ma wejść ze mną do księgarni to jest "możemy już iść?". Skończyło się na tym, że kupił dwie gry a ja dwa opakowania fasolek. O nich na bank zrobię posta. Bo niektóre są serio okropne... No ale ogólnie poniedziałek udany. Chociaż mama się śmiała, że nazwiemy go dniem "Dietę trafił szlak". W sumie... to ma rację.
Jednak najbardziej rozbawiło nas coś innego. Od stycznia nie piłam nic gazowanego. Więc kiedy wczoraj napiłam się pepsi, skomentowałam to tylko tak: "Ale to jest niedobre!". Dalej nie kusi mnie, żeby napić się gazowanego.
Przez panującą pogodę nie mam absolutnie na nic siły i chęci. Wczoraj dziwnych cudem dostałam ataku weny. I zaczęłam pisać posty z wyprzedzeniem. Aż jestem ciekawa co z nich wyjdzie.
A no i dzisiaj jest Światowy Dzień Kota. Jak przezywają mnie Neko (po japońsku- kot) to się liczy, że to moje święto? Dzisiaj mogę zawładnąć światem! A nie jednak poczekam z tym trochę. ;)
Prawie bym zapomniała. Dzisiaj ma urodziny Ed Sheeran. Jeden z moich idoli i ulubionych piosenkarzy. Wiec z tej okazji na blogu pierwszy raz ląduje piosenka.

https://www.youtube.com/watch?v=lp-EO5I60KA <3

wtorek, 16 lutego 2016

Świat w cytaty ubrany-"Malowany Człowiek"księga II

4 komentarze:
Przyszła pora na cytaty z drugiej księgi "Malowanego Człowieka"
Recenzje pierwszej księgi znajdziecie tutaj ---> zajrzyj tu
Cytaty z pierwszej księgi znajdziecie tutaj ----> zajrzyj tu
Recenzje drugiej księgi znajdziecie tutaj -----> zajrzyj tu

A teraz zapraszam do czytania cytatów!


"W chwili gdy udowodnisz jedną rzecz, każą ci udowodnić każdą następną."

"Nikt, naprawdę nikt nie staje przed obliczem Stwórcy, załatwiwszy wszystkie ziemskie sprawy. Czas, który otrzymujemy, musi nam wystarczyć bez względu na to, ile go jest."

"Mity skrywają wielką moc."

"Oboje nosimy blizny, jedyna różnica polega na tym, że jego są widoczne."

"To nie ciała czynią nas ludźmi. Możesz odzyskać człowieczeństwo jeśli tego pragniesz."

"Istnieją inne sposoby walki z demonami. Narodziny każdego dziecka są zwycięstwem."

"Zwał się Ahmann asu Hoshkamin am'Jardir, lecz jego ludzie od lat nie używali już tego imienia.
Zwali go Shar'Dama Ka. Wybawicielem."

"(...)czasem bezpośrednie podejście do problemu działa lepiej niż zioła i igły.-Mruknęła Darsy, rozmasowując dłoń."

"Czas, który otrzymujemy, musi nam wystarczyć bez względu na to, ile go jest."

"Gdyby mógł usunąć to wspomnienie z pamięci wydrapując sobie oczy, uczyniłby to bez wahania."

niedziela, 14 lutego 2016

Walentynkowe ciekawostki

11 komentarzy:
„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niespra­wied­li­wości, lecz współwe­seli się z prawdą.”

Hej! Dzisiaj święto zakochanych! Z tej okazji mam dla Was trochę ciekawostek! Zapraszam ♥


1. Dzień Świętego Walentego stał się świętem zakochanych już w średniowieczu.

2. Serca zakochanych biją w podobnym rytmie.

3. W przeszłości najsłynniejszym walentynkowym upominkiem było jabłko pokryte różowym lukrem, ułożone w hebanowej szkatułce wysadzanej perłami.

4. Poranny pocałunek pomaga zwalczyć choroby związane ze stresem. Taki pocałunek uwalnia hormony, które pomagają zmniejszyć napięcie psychiczne.

5. Osoby w stanie zakochania mają polepszony nastrój, zachowują się chaotycznie, podejmują pochopne decyzje, są przesadnie pewne siebie. Dlatego wiele naukowców porównuje miłość do choroby psychicznej.

6. Najstarsza piosenka o miłości ma 4000 lat i pochodzi z Sumeru. Jej tekst umieszczony został na glinianych tablicach. Obok słów wychwalających bóstwa, zawiera też części romantyczne opowiadające o ziemskich emocjach młodej pary kochanków.

7. Kobiety tracą na prezenty mniej niż mężczyźni
Statystycznie mężczyzna wydał na prezent walentynkowy około 150 dolarów, kobieta tylko 85 dolarów.

8. Jedna z największych sprzedaży prezerwatyw przypada na dzień Św. Walentego
Wg obliczeń firmy Durex, sprzedaż prezerwatyw w Walentynki wzrasta o 25%. 

9. Nasilenie sprzedaży testów ciążowych przypada w marcu
Skutki romantycznych uniesień walentynkowych widoczne są już następnego miesiąca.

10. Listonosze wchodzą w drugą fazę myśli samobójczych (pierwsza przy okazji Świąt Bożego Narodzenia)
W USA ilość "walentynek" do rozniesienia idzie w dziesiątki milionów. W miarę wzrostu popularności walentynek u nas, to samo czeka naszych listonoszów.

11. Miliony "walentynek" kupowane są dla zwierzątek domowych
Nie tylko dziewczyny są adresatami walentynek, niektórzy wolą dać ją ulubionemu pieskowi.

12. Kobiety preferują kartki
Spośród wszystkich "walentynek", 80% zostało wysłanych przez kobiety.

13. Kwiaty od panów
Mężczyźni są zwykle konserwatywni, 70% facetów woli kupić na Walentynki kwiaty niż jakiś inny prezent.

14. W Japonii to faceci dostają "walentynki"
14 lutego kobiety w Japonii obdarowują facetów czekoladkami i innymi słodkościami. Niekoniecznie związane jest to z wyznaniem miłości - czekoladkę można dać szefowi czy koledze. Dlatego też czekoladki dzieli się na dwa rodzaje: „giri-choko", czyli czekolada dawana z obowiązku (dla kolegów) i „honmei-choko", czyli ta prawdziwa czekolada dla ukochanego. „Honmei-choko" - ciastko w kształcie serca z czekoladowym nadzieniem lub czekolada powinny być przygotowane własnoręcznie. Podobno tylko słodkości przygotowane samodzielnie są oznaką prawdziwego uczucia. Mężczyźni rewanżują się kobietom 14 marca (White Day).

15. Panowie lubią czerwień.
No wiecie, czerwona szminka, czerwona sukienka... czerwona bielizna.



Ciekawostki pochodzą ze stron takich jak joemonster, polki.pl, fakty.pl

piątek, 12 lutego 2016

"W chwili gdy udowodnisz jedną rzecz, każą ci udowodnić każdą następną."

4 komentarze:
No hej kochani! Po przeczytaniu i napisaniu krótkiej recenzji pierwszej księgi Malowanego Człowieka, przyszedł czas na księgę drugą. Podobnie jak poprzednią część, książkę przeczytałam na telefonie i dosyć szybko. Cóż mogę powiedzieć, ona naprawdę wciąga! Podejrzewam, że gdybym nie musiała robić przerw, to przeczytałabym ją w dzień. Maksymalnie dwa.

źródło
Podobnie jak w księdze pierwszej, mamy losy trzech bohaterów. Arlen, Leesha i Rojer dorośli. Dużo się w ich życiu zmieniło. Charakter Arlena stał się niezwykle trudny. Stroni od ludzi, ale ciągle stara się widzieć w nim dobro.
Leesha ciągle pomaga ludziom. Swoją wiedzą na temat ziół i leczenia stworzyła w okół siebie barierę oddzielającą od wszystkiego co złe. W środku jest jednak dalej wrażliwa i podatna na zranienie.
Rojer, po mimo, że nosi maskę Minstrela i robi dobrą minę do złej gry, przeżywa wszystko w środku jeszcze bardziej niż Leesha.
I jest niezwykle zazdrosny.
Pewne wydarzenia sprawiają, że nagle cała trójka staje razem do walki z demonami. Jest to zaledwie początek ich wspólnej przygody i walki z otchłańcami nocy.

W książce pojawia się jeszcze jedna postać- Jardir. Nie wiemy o nim za wiele, jego wprowadzenie jest w kolejnej części. Jak pozostałą trójkę polubiłam od razu, tak o nim miałam zdanie typu
"Nie lubię tej zakłamanej świni". Piotrek twierdzi, że zmienię zdanie. Zobaczymy.

Na całym świecie, Malowany człowiek jest po prostu jedną książką. Jedynie Polska podzieliła każdą z książek Demonicznego Cyklu na dwie części. Ale, jakby nie patrzeć, zarabiają na tym. Książki sprzedają się jedna po drugiej. Fascynująca historia wciąga coraz więcej osób.
Po raz kolejny namawiam Was wszystkich i każdego z osobna, do przeczytania całego cyklu. Wierzcie mi, nie pożałujecie.

środa, 10 lutego 2016

Kartka z Pamiętnika #1

4 komentarze:
Tydzień minął w zawrotnym tempie. W niedziele mój brat miał 18-te urodziny. A cała impreza była niespodzianką! Z mamą zorganizowałyśmy wszystko same. Tort, ciasto, balony, dekoracje. Grzesiek myślał, że nic nie będzie organizowane. Bo impreza będzie prawdopodobnie w kwietniu na sali. No więc skrzyknęliśmy gości. Młody grał na laptopie. Wpadamy do pokoju krzycząc "100 lat!", "niespodzianka!". Oczywiście Grzesiek by dostał zawału, ale tak zabawnie to wyglądało. Później do mnie takie "Czemu mi nie powiedziałaś?". Ale co wtedy byłoby z niespodzianki?

Tak więc siedzieliśmy sobie w kilkanaście osób. Ojciec nas wszystkich olał i sobie wyszedł. Ale oczywiście to było do przewidzenia. Przecież on całą rodzinę ma gdzieś...
Mimo wszystko wieczór był spędzony bardzo miło. Było wesoło. Śmiechy, kawały, rozmowy. Tańców nie było, pokój za mały.

Jestem ciekawa co wydarzy się w tym tygodniu. W poniedziałek jedziemy do Manufaktury! Więc wszystko się okaże.


"Kartka z Pamiętnika" to powrót do tego, o czym miał być blog na samym początku. Dawno nie pisałam pamiętników, a kiedyś dawało mi to wiele radości. Postanowiłam więc do tego wrócić. Spróbować na blogu. Pojawiały się tu postanowienia, wspomnienia, przemyślenia. Pora spróbować czegoś nowego. Wpisy postaram się dawać co środę! 

wtorek, 9 lutego 2016

Świat w cytaty ubrany- "Jedenaście Minut"

3 komentarze:
Dzisiaj kolejny post z serii cytatów. Na warsztat wzięłam książkę "Jedenaście minut". Jej autorem jest Paulo Coelho.

źródło
Jeśli ktoś nie zna tej książki, od razu zachęcam do jej przeczytania. Porusza bardzo ciekawe kwestie, ukrywane przez wiele osób w szafce z napisem TABU. Mam nadzieję, że skusicie się na lekturę.

sobota, 6 lutego 2016

Świat w cytaty ubrany-"Malowany człowiek"księga I

7 komentarzy:
Hej kochani! Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym postem z serii "Świat w cytaty ubrany". A jaką książkę bierzemy dzisiaj na oko? Zapraszam na cytaty z cudownej książki Malowany człowiek, księga I . Trochę o tej książce mogliście przeczytać ostatnio. Jeśli ktoś ma zaległości zapraszam tutaj (klik).

źródło

czwartek, 4 lutego 2016

"Tylko głupiec nie wie co to strach"

2 komentarze:
Hej wszystkim. Na początku dzisiejszego posta muszę Wam powiedzieć, że mam naprawdę niesamowitego faceta. Kiedy skończyłam czytać ostatnią część "Darów Anioła", dopadł mnie kac książkowy. (Jakby ktoś nie rozumiał, jest niemożliwość zaczęcia nowej książki, bo ciągle żyje się w świecie poprzedniej.) No więc Piotrek polecił mi Demoniczny Cykl. Pierwszą księgą z tego cyklu, był "Malowany człowiek". I książka całkiem mnie pochłonęła. Więc dzisiaj parę słów o tej właśnie książce.

Źródło

Książka jest autorstwa Petera V. Bretta, amerykańskiego pisarza fantasy.Kiedy tylko zapada zmrok, na ziemi materializują się demony. Odchłańce. Niszczą wszystko co stanie im na drodze.Budynki, ludzi. Ludzie kreślili znaki na murach budynków, miast, chroniąc się w ten sposób przed demonami. Znaki te nazywali runami.

Pierwsze co sprawiło, że książka mną zawładnęła, to dokładność opisywanych rzeczy. Nie tylko wyglądu demonów, ale dokładne przebiegi walki. Treść czyta się szybko i płynnie. Skończyłam księgę I i od razu zabrałam się za księgę II. Nie mam, niestety, książek w wersji papierowej, czytam na telefonie. Ale nie ważne jak się czyta, ważne, że się czyta. Ok wracajmy do książki.

W księdze I, poznajemy trzech bohaterów- Arlena, Leeshe i Rojera. Każde z nich ma własny początek. Poznajemy ich jako dzieci, które w miarę trwania książki dorastają. I zmagają się ze światem.
Arlena poznajemy jako jedenastoletniego chłopca. Uważa on, że to nie demony są najstraszniejsze, a strach, który ludzie trzymają w sercach. Jest światkiem tchórzostwa własnego ojca. To sprawia, że nie chce on już żyć w ten sposób, co reszta ludzi godzących się z losem.
Leesha na początku książki ma trzynaście lat. Nie ma wsparcia we własnej matce, która uważa ją za bezużyteczną, gdyż pragnęła syna. Przez jedno kłamstwo, zmienia się całe życie dziewczyny. Zamiast myśleć o założeniu rodziny, zaczyna kształcić się na zielarkę.
Na początku Rojer to zaledwie trzyletnie dziecko. Dziecko, które dosięgnęła wielka tragedia. Odchłańce zabrały mu wszystko, co kochał najbardziej na świecie.

Właśnie to urzekło mnie najbardziej w książce. Nie jest to kolejna powieść fantasy, która toczy się w przeciągu paru dni czy miesiąca. Mijają lata, bohaterowie się zmieniają. Arlen pragnie zabijać demony, Leesha jest niezwykle mądrą zielarką, a Rojer stal sie uczniem Minstrela, który uratował mu życie. Serce chłopca przepełnia muzyka.
Jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej książki, musicie nadrobić zaległości. Jest rewelacyjna i pochłonie Was całkowicie!

środa, 3 lutego 2016

Zakładkowy TAG

4 komentarze:
Ten post miał wyglądać inaczej. Przeobraził się w TAG. Zakładkowy TAG. Zapraszam !

grafika mojego wykonania.

1. Twoja pierwsza zakładka
Pierwsza zakładka jest magnetyczna. Bardzo ją lubię.

2. Pierwsza samodzielnie wykonana przez Ciebie zakładka
To jest Stworek. Miał być Ciasteczkowy Potwór, ale jak zaczynałam robić zakładki, miałam o tym małe pojęcie. 

3. Twoja ulubiona zakładka

Sówek mam dużo. Ale tę uwielbiam. Jedyna dziewczyna w sowiej rodzinie. I to zalotne spojrzenie! Gdyby Agnieszka, nie miałabym jej. A zaczęło się od konkursu... :)

4. Zakładka, którą najczęściej używasz
Uwielbiam ją. Jest sztywna, nie zagina się. I pasuje do mnie. Uwielbiam Pandy <3

5. Ostatnio nabyta zakładka
W niedziele mama dała mi stary kalendarz. Postanowiłam powycinać zwierzątka jako zakładki.

6. Najbardziej zniszczona zakładka.
Najbardziej zniszczona zakładka to też moja pierwsza zakładka. Niestety raz była już klejona, bo magnesik się raz już odkleił. No folia już lekko z niej schodzi.

7. Zakładka, którą ostatnio przyniósł Ci listonosz
Zakładki od Agnieszki :) 

Nominację:
ksiazkowy-wolontariat.blogspot.com
ksiazka-od-kuchni.blogspot.com
k-siazkowyswiat.blogspot.com
hrosskar.blogspot.com
www.magicznerecenzje.blogspot.com

wtorek, 2 lutego 2016

Dlaczego warto zawsze być sobą...

2 komentarze:
Nigdy nie twierdziła, że należę do osób normalnych. Ale nigdy mi też ten fakt nie przeszkadzał. Kiedy słyszałam od kogoś "Jesteś dziwna...", odpowiadałam po prostu "Wiem.". Oczywiście zaraz wszyscy zaczęli mnie szufladkować. Bo po co zadawać się z osobą dziwną i nienormalną? Nie każdemu to odpowiada. Ale nie przejmowałam się tym nigdy. Osoby przychodziły, podawały się za najlepsze przyjaciółki i najlepszych przyjaciół, a teraz na ulicy nawet nie spojrzą. A co dopiero oczekiwać głupiego "Cześć".


Odkąd sięgam pamięcią, coś zawsze we mnie komuś nie pasowało. Zawsze znalazł się powód do tego, abym była wyśmiewana. Zwykle po prostu chodziło o to, że nie robiłam tego, co oczekiwali ode mnie rówieśnicy z klas. W gimnazjum nie chodziłam prawie na dyskoteki, wolałam czytać. Chciałam tańczyć na korytarzach, łąkach, na ulicach. I miałam gdzieś to, czy ktoś będzie to widział. Na szczęście trochę mi już to przeszło. Chociaż dalej kocham tańczyć.
Słuchałam innej muzyki. Często klasycznej. Dalej twierdzę, że ma ona w sobie swój urok.
Każde przykładanie się do nauki, rozmowy z nauczycielami czy wyjazdy na konkursy przedmiotowe, były brane, przepraszam za słownictwo, jako lizanie dupy nauczycielom. Niestety nie zmieniło się to nawet w technikum...



Osoby, które mogę z czystym sercem, nazwać prawdziwymi przyjaciółmi wiedzą, jaka pokręcona jestem. Ale kochają mnie za to. Nie wiem czy Magda, Piotrek i Natalka wytrzymaliby ze mną, gdybym nie była tak zwariowana jak teraz.


To wszystko co przeżyłam, wyśmiewanie się,gardzenie mną i szufladkowanie, sprawiło, że cieszę się z tego jaka jestem. Nie wiem czy gdzieś jest druga osoba tak popaprana jak ja. Bo nawet wyżej wymieniona trójka nie jest. Ale wiecie co, w ogóle nie przeszkadza mi teraz to, że niektórzy patrzą na mnie dziwnym wzrokiem. Oni mają swoje życie, a ja swoje.


Jeden z tatuaży, który prawdopodobnie w tym roku zawita na moją skórę, brzmi Be Yourself. Bądź sobą. Życie polegające na tym, aby stać się kimś innym niż sobą, to życie stracone. Nie ma sensu gonić za ideałami, bo one nie istnieją. Przede mną jeszcze dużo nauki. W listopadzie skończę dopiero 22 lata. Dalej muszę nauczyć się wiary w siebie, a wierzcie mi, nie przychodzi mi to łatwo. Ciągle boję się, że coś sknocę. Że kogoś zawiodę. W tedy w myślach daje sobie w twarz i mówię "Spróbuj". Dalej ciężko mi nad tym panować. Na szczęście wiem, że mam na kogo liczyć. I, że ma mi kto pomóc.

Tak więc jeśli Ty, Drogi Czytelniku, usłyszysz kiedyś, że jesteś dziwny czy nienormalny, po prostu uśmiechnij się w podzięce. I zawsze bądź sobą.
I pamiętaj. 
Oryginał zawsze jest cenniejszy od kopii.